logowanie rejestracja

Zaloguj się na swoje konto

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Utwórz konto

Pola wymagane są oznaczone gwiazdką (*).
Nazwa *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Powtórz hasło *
E-mail *
Powtórz e-mail *
Captcha *

partnerzy portalu

reklama reklama
Wielkie fermy trzody chlewnej zdominowały rynek mięsa w Polsce fot. Tomasz Kodłubański

Wielkie fermy trzody chlewnej zdominowały rynek mięsa w Polsce

Napisał  Sty 11, 2018

Dosyć często w krajach europejskich krytykuje się wielkie fermy za stosowane przez nie metody tuczu trzody chlewnej. Chodzi głównie o organizacje zajmujące się ochroną praw zwierząt oraz warunkami w jakich są ubijane.


Polska nie jest póki co potentatem europejskim w ilości wielkich ferm trzodziarskich. W naszym, kraju takich wielkich gospodarstw, w których hodowanych jest ponad 2 tys. świń o wadze ponad 30 kg, jest tylko około 170, a zdecydowaną większość stanowią gospodarstwa mniejsze, w których ponad 300 tys. rolników prowadzi hodowlę od 100 do 200 tuczników.

Tak wielka ilość mniejszych producentów tuczników jednak nie przekłada się na znacznie większy wolumen mięsa dostarczanego do zakładów mięsnych. Krajowe fermy oraz mniejsi hodowcy zapewniają firmom mięsnym tylko kilka procent wieprzowiny natomiast ponad 500 tys. ton mięsa wieprzowego firmy polskie kupują z dużych tuczarni w Holandii, Danii i Niemczech.

Argumenty przeciwników powstawania wielkich ferm są różnorakie – od możliwego skażenia mięsa, tak jak ostatnio w przypadku afery dioksynowej w Niemczech, aż po ryzyko uodpornienia świń na antybiotyki.

Podkreśla się również ważne zagadnienie ochrony środowiska zwłaszcza w świetle wielkich ilości gnojowicy oraz innych odpadów produkowanych przez te zakłady.

Jednym z koronnych przykładów przytaczanych dla potwierdzeni a tej tezy jest zatruwanie środowiska naturalnego przez największą ubojnię w Polsce Pini z Kutna, która wylewała ścieki poubojowe do rowów melioracyjnych położonych nieopodal terenu ubojni. Wszelkie wskaźniki zanieczyszczenia gleby oraz wody na terenie otaczającym ubojnię przekroczone były nawet kilkadziesiąt razy.

Inaczej do tego problemu podchodzą polskie służby weterynaryjne, które twierdzą, że tucz trzody chlewnej w naszych fermach znacznie się poprawił w ciągu ostatnich 10 latach, a warunki hodowli są dzisiaj znacznie lepsze niż w wielu ubojniach w państwach unijnych.

Rzeczywiście kilka lat temu wielkie tuczarnie usytuowane na skrajach rezerwatów przyrody i obszarów Natura 2000 nie respektowały przepisów ochrony środowiska i posuwały się do wylewania gnojowicy na pola czy do zakopywania martwych świń w ziemi. Takie przypadki bulwersowały mieszkańców przyległych do tych terenów miejscowości.

Obecnie każda ferma jest kontrolowana dwukrotnie w roku, a zwierzęta idące do uboju są sprawdzane kilka razy w tygodniu. Również odpady i gnojowica są częściej utylizowane w biogazowniach budowanych przy fermach.

Nie mniej jednak, jak zauważa wielu mniejszych hodowców powstawanie wielkich ferm świńskich zagraża istnieniu mniejszych gospodarstw rolnych hodujących świnie. Wielkie fermy mają już teraz znacznie większe szanse na rynku niż mali producenci.

Zakłady mięsne płacą im znacznie więcej za tucznik niż rolnikom, co powoduje, że wielu z nich porzuca hodowlę. Rolnicy z natury rzeczy mniej odporni na wszelkie „świńskie kryzysy”, hodujący kilkaset tuczników praktycznie nie są w stanie rywalizować z wielkimi fermami nawet jeśli organizują się w grupy producenckie.

Zdaniem wielu z nich tradycyjna hodowla trzody chlewnej w Polsce bez wsparcia naszego rządu oraz instytucji unijnych zostanie stłamszona przez wielkie fermy, a Polska stanie się drugą Danią, w której 3,5 tysiąca wielkich ferm produkuje tyle wieprzowiny co kilkaset tysięcy polskich rolników.

(rzw) Tomasz Kodłubański

reklama
reklama reklama reklama reklama
reklama

Ogłoszenia