7,3°C

reklama
reklama
fotografia ilustracyjna / Jan Krzysztof Ardanowski podczas Narodowej Wystawy Rolniczej fotografia ilustracyjna / Jan Krzysztof Ardanowski podczas Narodowej Wystawy Rolniczej fot. Paweł Pąk

Ardanowski dla TV Trwam: Spotkałem się z zarzutami, że za bardzo brałem stronę rolników

Napisał  Lut 11, 2021

Spotkałem się z zarzutami, że za bardzo brałem stronę rolników. A czyją miałem brać? Z kim się miałem utożsamiać ja rolnik, jeden z nich? O przyszłości rolnictwa w dobie zmian Zielonego Ładu, wynikających z niego szans i zagrożeń dla polskich rolników, a także o trudach i bolączkach małych gospodarstw, w obszernym wywiadzie dla telewizji Trwam mówił były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

- Boję się, że u wielu polityków jest niezrozumienie, że dochody rolnicze nie biorą się tylko z dotacji unijnych czy krajowych, ale przede wszystkim z tego, co rolnicy wytworzą i ulokują na rynku za przyzwoitą cenę. Dlatego ten rynek musi być rynkiem przejrzystym, rynkiem z pewnymi gwarancjami dla rolnika. Tu musi być oddziaływanie również na przetwórców, pośredników, handel - mówił dalej były minister, którego pełną wypowiedź prezentujemy poniżej:

- Nie tylko przyjmowanie ich argumentów, ale twarda ochrona interesów chłopów, bo często to nie państwo, nie Unia Europejska chłopa okrada, tylko ten, kto od niego kupuje. Rolnicy w Europie Zachodniej mają przewagę wobec nas nie dlatego, że jakieś istotnie większe dopłaty mają, tylko dlatego, że nikt pojedynczo nie działa. Trudno to jeszcze w Polsce zrozumieć, ale jeżeli rolnicy występują w większej grupie, są ze sobą zintegrowani, to wtedy również trudniej ich oszukać.

Znasz się na rolnictwie?
>> Sprawdź swoją wiedzę w quizie!

Ochrona państwa jak najbardziej jest potrzebna, bo rolnicy w Europie Zachodniej nie jest prostym elementem rynku. Rolnictwo ze względu na swoją strategiczną, szczególną rolę zaopatrzenia w coś, czego nie da rady inaczej wytworzyć, są w sposób szczególny w krajach europejskich chronieni.

Cała gospodarka europejska, nie tylko rolnictwo, ma przejść wielką metamorfozę prośrodowiskową, związaną z mniejszym oddziaływaniem na klimat, pasywnością energetyczną. Rolnictwo jest elementem gospodarki, w związku z tym Zielony Ład również będzie dotykał rolnictwa. Są strategie od „pola do stołu” i strategia bioróżnorodności. Są one zbiorem zadań stojących przed rolnictwem. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że jest to zamysł polityczny, który forsują środowiska lewicowe UE, a pan Timmermans, pierwszy zastępca pani von der Leyen, jest jakby twarzą tego całego pomysłu.

Myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie protestuje przeciwko temu, aby nasza działalność gospodarcza w przemyśle, w usługach, w rolnictwie również służyła poprawianiu przyrody na świecie. Bo chcielibyśmy następnym pokoleniom zostawić świat nie pogorszony. Dostrzegamy zmiany klimatyczne i chcemy je poprawiać, ale nie może to być hasło, które doprowadzi, nie licząc się z możliwościami ekonomicznymi, do zniszczenia części działalności gospodarczej niczego w zamian nie dając.

Bardzo szczegółowo przeanalizowałem wszystko, co w ramach Zielonego Ładu my rolnicy mamy realizować i w dalszym ciągu muszę powiedzieć, że na ogromną liczbę pytań nie ma odpowiedzi. Pytania do komisarzy, również na posiedzeniach Rady Ministrów o szczegóły, o źródła finansowania – czy to będą wytyczne, które są obligatoryjne, jak będą rozliczane i w jaki sposób będzie to wszystko kontrolowane, kończą się wzruszeniem ramion i stwierdzeniem, że pracujemy nad tym, a przecież od tego będzie zależała przyszłość każdego gospodarstwa.

Tym Zielonym Ładem, który jest wpisany również w plany każdego kraju, to są tzw. plany strategiczne, zajęliśmy się m.in. na posiedzeniu Rady przy Prezydencie, od której zaczęliśmy dyskusję, bo nie ma ważniejszego dokumentu w tej chwili, jak plan strategiczny dla Wspólnej Polityki Rolnej. Każdy kraj według pewnych wytycznych ma przygotować, co chce w rolnictwie robić, jakie rolnictwo chce mieć, jak to rolnictwo chce wspierać, jakimi środkami i jak ukierunkowywać, aby spełnić wszystkie wymagania nakazane przez UE. W konsultacjach do połowy lutego jest pierwsza wersja – propozycja Ministerstwa. Dokonaliśmy analizy i widzimy dokładnie, że są dobrze opisane cele strategiczne stawiane przed rolnictwem (9 celów szczegółowych i cel przekrojowy), że diagnoza i analiza SWOT zostały zrobione poprawnie, natomiast nieadekwatne do tego są działania, a przede wszystkim środki, które mają być na to przeznaczone.

Profesorowie, których poprosiłem o ogólną ocenę stwierdzili, że spośród celów ekonomicznych, społecznych i środowiskowo-przyrodniczych, tylko ta ostatnia grupa jest zabezpieczona finansowo i tylko ta ma szansę na realizację. Natomiast zarówno ekonomia w gospodarstwach, dochody rolników, są pod wielkim znakiem zapytania. Również poprawa życia na obszarach wiejskich, zarówno cywilizacyjnego, jak i infrastruktury technicznej, w tym planie po prostu nie ma na to pieniędzy. Analiza, o której wspominał pan prof. Walenty Poczta z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu mówi, że jeżeli miałoby być finansowanie tymi środkami, które w tej chwili są na to przeznaczone na WPR dla Polski, to będziemy mieli absolutny regres w finansowaniu polskiego rolnictwa.

Za dobrą monetę przyjmuję to, że rozwój obszarów wiejskich, inwestycje, muszą być sfinansowane z innych polityk – z polityki spójności, planu odbudowy. Ponieważ to, co zostało wynegocjowane w ramach środków na WPR jest głęboko niewystarczające. Trzeba wesprzeć z środków z drugiego filara dopłaty bezpośrednie, bo jeżeli tego nie uczynimy, to one będą mniejsze niż do tej pory. Trzeba wesprzeć inwestycje w gospodarstwach, ponieważ Zielony Ład to jest zbiór zasad, które muszą być spełnione przez gospodarstwa, bo jeżeli nie będą ich spełniać, to albo dostaną bardzo niskie dopłaty bezpośrednie, albo nie otrzymają wsparcia inwestycyjnego.

Jest wiele działań dedykowanych rolnikom, które wymagają uporządkowania żeby rolnik bez konieczności szukania skomplikowanej porady doradztwa, był w stanie dla swojego gospodarstwa ścieżkę zabiegania o środki unijne również znaleźć. Analizy, które robiły izby rolnicze wskazują na to, że lepiej nie korzystać z dopłat w pierwszym filarze w ramach ekosystemów, bo będzie to bardzo skomplikowane i trudne do spełnienia w gospodarstwach.

Niektórzy naiwnie myślą, że chłop będzie miał niższe koszty, bo będzie mniej plonotwórczych środków produkcji stosował. Przede wszystkim Zielony Ład to jest zupełnie inne podejście do rolnictwa – do uprawy, do gleby, inne maszyny, inne opryskiwacze, inny sposób wspierania ochrony integrowanej. To jest rolnictwo precyzyjne, to są ogromne koszty. Żeby rolnik był w stanie spełnić te wszystkie wymagania, potrzebne są pieniądze. Tylko jak pytamy o pieniądze na spełnienie tych inwestycji, to słyszymy, że pieniędzy nie ma. Więc pytanie, jak gospodarstwa mają zrealizować te wszystkie założenia?

Dodatkowo jest jeszcze jeden problem, na który chcę zwrócić uwagę. Zaklinamy rzeczywistość, bo cały czas słyszę zapowiedzi, że małe gospodarstwa są solą ziemi. Jestem przekonany, że powinniśmy utrzymać wszystkie gospodarstwa, które mają szansę. One są ważne nie tylko dla samej produkcji, ale również ze względu na strukturę społeczną – że mniejsze miejscowości żyją. Natomiast duże gospodarstwa szybciej spełnią te normy Zielonego Ładu mając zdolności kredytowe. Mówimy o ochronie małych gospodarstw, a może się okazać, że to wszystko (i na to również eksperci zwracają uwagę), co będzie realizowane w ramach Zielonego Ładu, pierwszej kolejności uderzy w mniejsze gospodarstwa. Bo te wielkie w jakiś sposób sobie poradzą.

Podkreślam cały czas, że państwo ma mieć rolę stabilizującą na rynkach, pomagając ludziom w sprzedaży produktów z gospodarstw i z małych, i z dużych. Małe pewnie bardziej w krótkich łańcuchach będą zajmowały się rolniczym handlem detalicznym, sprzedażą bezpośrednią, czyli tymi działaniami, które są dedykowane dla małych, natomiast duże gospodarstwa nie będą zajmowały się kiszeniem ogórków czy sprzedażą na bazarku w sąsiedniej miejscowości. Musi być oferta zarówno dla tych mniejszych, jak i tych większych.

Taką ofertą stabilizującą, którą przedstawiłem premierowi Morawieckiemu w 2018 r. było utworzenie krajowej grupy spożywczej tego mitycznego holdingu, który miał stabilizować również przez prowadzenie skupu w części produkcji. Przez niewielką interwencję można stabilizować ceny płacone rolnikom. W 2018 r. poprzez niewielki skup jabłek przemysłowych, cena skoczyła z dziesięciu groszy do trzydziestu parę groszy i sadownicy mieli za to zapłacone. Złamaliśmy w ten sposób monopol niemieckiej firmy Dreher, która trzymała za gardło polskich sadowników. I grupa spożywcza ma taką właśnie rolę do spełnienia.

Ta grupa jest realizowana trochę wolniej niż było to zaplanowane, ponieważ zmieniła się ustawa o działach i jej tworzeniem zajmuje się nie Ministerstwo Rolnictwa tylko Ministerstwo Aktywów Państwowych u wicepremiera Jacka Sasina. Wolniej, ale idzie to wszystko w dobrym kierunku. W ciągu najbliższych kilku miesięcy ta grupa powstanie i będzie przygotowana, jak sądzę, do interwencji z tegorocznych zbiorów. Ale ta grupa musi być zasilona również konkretnymi podmiotami, które mają zdolność skupu. Potrzebne są państwowe chłodnie, mroźnie, które pozwolą przechować również nadmiar owoców po to, aby przetworzyć i ulokować to na rynku w odpowiednim okresie roku.

Była przygotowana transakcja przez KOWR, aby kupić od syndyka największą w Polsce przechowalnię owoców i warzyw położoną w pobliżu Warszawy, niedaleko autostrady A2. Idealne, centralne położenie w Polsce. Była na to przygotowana odpowiednia pula pieniędzy. Ten zakład miał być kupiony jako aport do krajowej grupy spożywczej po to, żeby już mieć własną, potężną przechowalnię. KOWR wycofał się z tej transakcji informując syndyka, że nie jest zainteresowany kupnem tej firmy. Syndyk będzie musiał to sprzedać, a z tego co wiem, kręcą się wokół tego również firmy zagraniczne.

Rynek zboża konsumpcyjnego i zboża paszowego również musi mieć możliwość łatwego eksportu. Muszą być państwowe porty, które zdejmą obecną w tej chwili zależność, że jak ktoś chce eksportować zboże w Polsce, to musi robić to przez prywatne firmy, które na tym zarabiają. Została przygotowana koncepcja zatwierdzona przez prokuratorię generalną, żeby utworzyć państwowy port zbożowy w Gdyni i jakby się udało to również w Świnoujściu. Tym inwestorem miał być KOWR, instytucja, która ma wspierać rolników. Mając przygotowane pieniądze i zgodę prokuratorii generalnej miał dokonać zakupu nabrzeża w Gdyni po to, abyśmy już od zbiorów w 2021 roku mieli możliwość łatwego eksportu zboża. KOWR również z tego się wycofał - podsumował swoją wypowiedź Jan Krzysztof Ardanowski.

(rpf) jp / Źródło: TV Trwam

Udostępnij:

3 komentarzy

  • Magda
    Link do komentarza Magda czwartek, 11 luty 2021 17:48

    czyli każdy były minister rolnictwa bedzie sie tak zachowywac , ze jak byl na urzedzie to nie mogl dbac o rolnikow jak chcial...

  • Edek#4
    Link do komentarza Edek#4 czwartek, 11 luty 2021 10:47

    do Agent007 ze nowy to jest gosc uwazasz ???

  • Agent007
    Link do komentarza Agent007 czwartek, 11 luty 2021 10:35

    no i ktory minister najlepszy , obecny to dopiero gosc

Skomentuj

reklama
reklama