14.9°C

reklama
reklama
Jak zniechęcić hodowców do uboju rytualnego? Jeśli nie Piątką dla zwierząt, to... fot. Adobe Stock

Jak zniechęcić hodowców do uboju rytualnego? Jeśli nie Piątką dla zwierząt, to...

Napisał  Lut 23, 2021

Piątka dla zwierząt wraca niczym bumerang – nowa, zmieniona, ale czy korzystniejsza dla polskiego rolnika? Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski twierdzi, że pomimo odejścia od zakazu uboju rytualnego w nowej ustawie, hodowców w inny sposób zmusi się do zaprzestania wykonywania tego rodzaju uboju. Jak? 

Jakiś czas temu Marek Suski zapowiedział, że PIS wraca do koncepcji nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt pomimo licznych protestów rolników. Jednym z elementów, który tak bardzo zdenerwował polskich rolników jesienią ubiegłego roku, był zakaz uboju rytualnego. Co prawda w nowej ustawie tego zapisu ma już nie być, jednak są plany, by zakaz ten wprowadzić w inny sposób.

O planach rządu co do nowej Piątki dla zwierząt wypowiedział się były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski: Zapis o zakazie uboju rytualnego w mocny sposób uderzyłby w polskie rolnictwo w zakresie eksportu. Jedyne rynki, które liczą się w tym zakresie na świecie, czyli ogromne rynki muzułmańskie, wymagają uboju właśnie zgodnie z zasadami religijnymi – halal, koszer. Niestety pomimo rezygnacji z zakazu uboju rytualnego, pewne, określone działania mają być wymuszane na rolnikach. Mianowicie, ci rolnicy, którzy chcieliby skorzystać ze wsparcia w ramach programów unijnych, opisywanych w Planie Strategicznym, musieliby poręczać za kupującego, że nie dokona on uboju rytualnego. Jest to kompletnie niezrozumiałe. Jest to po prostu czysta ideologia, a jednocześnie ma być związana z ekonomią przez wymuszanie na rolnikach żeby składali deklaracje o swoich zwierzętach. To rolnik sprzedając swoje zwierzęta ma gwarantować, że osoba, która od niego te zwierzęta kupi, nie dokona uboju rytualnego.

Ardanowski odniósł się również do branży futerkowej: Jak można w dobie pandemii, upadku wielu firm, likwidować jakąś branżę? Jest to branża dająca wiele korzyści producentom pasz, utylizująca w najbardziej ekologiczny sposób setki tysięcy ton z przemysłu ubojowego. I nagle w Polsce zrodził się pomysł żeby zlikwidować tę branżę natychmiast bez jakichkolwiek odszkodowań. Teraz rolnicy zaczynają dochodzić do przekonania, że skoro nie udało się z powodów ideologicznych zlikwidować hodowli norek w Polsce, to uderzy się covidem i zlikwiduje się je, rozbudzając emocje społeczne, że ta choroba może z norek z powrotem przejść na ludzi.

Ferma norek w Polsce, na której wykryto koronawirusa została całkowicie zamknięta, populacja tych norek została wybita. Czy rolnikom przysługują w takiej sytuacji jakieś odszkodowania? Jeśli decydujemy się na wybicie zwierząt, bo jakaś choroba wtargnęła do gospodarstwa bez winy rolnika, to niezależnie od tego, jakie są to zwierzęta, rolnikowi powinno przysługiwać odszkodowanie w wysokości ceny rynkowej. Tymczasem w Polsce norki nie zostały objęte takim odszkodowaniem. Teraz, kiedy hodowla norek w Danii słabnie, my moglibyśmy stać się światowym producentem, zarabiając na tym miliardy. Ekonomicznie moglibyśmy na tym bardzo się wzmocnić, ale w Polsce pojawiła się chora ideologia. Nie wiem komu za tym zależy, żeby osłabiać polską gospodarkę i niszczyć polskie rolnictwo.

Prawo i Sprawiedliwość za chwilę w sposób trwały i nieodwracalny straci głosy ludzi ze wsi, którzy PIS-owi uwierzyli, że jest formacją, która będzie bronić interesów wsi. Uderzenie Piątką dla zwierząt już spowodowało ogromną utratę poparcia, ale przede wszystkim żal, smutek i niezrozumienie. Apelowałem wielokrotnie o opamiętanie żeby z tych z chorych pomysłów się wycofać. A teraz znowu w jakiejś tajemnicy, po kryjomu, te nowe przepisy są tworzone między innymi przez ministra rolnictwa.

Jeden z elementów Planu Strategicznego zakłada, że rolnik ma ponosić odpowiedzialność za decyzje pośrednika, który kupuje od niego bydło, w jaki sposób ma być ubite to zwierzę. To pokazuje, że ideologia zaczyna przenikać do sfery gospodarki. A nikt dzisiaj nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, o ile spadnie produkcja rolnicza w Europie jeżeli zmniejszymy nawożenie mineralne, ochronę chemiczną roślin, jak się pogorszy plonowanie i jakość tych produktów. Bo przecież niezastosowanie ochrony powoduje, że rośliny są porażane przez grzyby, powstają mykotoksyny, są różnego rodzaju inne pozostałości patogenów. Ta żywność jest gorszej jakości.

Aby to zrekompensować, trzeba zastosować całkowicie inne technologie. Jakoś tak się dziwnie złożyło, że kraje przemysłowe Europy Zachodniej wymusiły w ostatnich miesiącach poprzedniej Komisji Europejskiej podpisanie umowy o strefie wolnego handlu między Europą a krajami rolniczymi Ameryki Południowej. Zarobią na tym niemieckie firmy samochodowe, europejskie firmy lotnicze, francuski przemysł chemiczny, natomiast ucierpi rolnictwo europejskie. Bo Europa, która stawia swoim rolnikom wielkie wymagania, ma przyjmować nieograniczone ilości żywności z tamtych terenów, które są produkowane bez żadnej kontroli.

Odejście w znacznej mierze od uprawy płużnej, inne sposoby uprawy ziemi – to wszystko spowoduje, że dotychczasowe maszyny do niczego nie będą przydatne. Są to na przykład inne typy siewników, ochrona integrowana, specjalne typy opryskiwaczy, mapowanie, skanowanie pól – to jest wszystko to, co nazywamy rolnictwem precyzyjnym. Są to olbrzymie pieniądze, rolnicy nie będą w stanie tego sfinansować, Unia nie chce tego finansować, a nadszarpnięty budżet krajowy przez pandemię również nie będzie w stanie tego zrobić. Może się okazać, że poradzą sobie największe gospodarstwa, które mają duże zdolności finansowe, natomiast ucierpią te małe. A propagandowo mówi się, że solą ziemi są właśnie małe gospodarstwa i trzeba je wzmacniać. Jeśli nie będzie wsparcia dla tych gospodarstw, to będziemy mieli stagnację i upadek rolnictwa. Oby do tego nie doszło, bo polskie rolnictwo oparte w duże mierze na małych gospodarstwach przeżyje największą klęskę w Europie.

(rpf) jp / Źródło: Jan Krzysztof Ardanowski dla PCH24

Udostępnij:

Skomentuj

reklama

Ogłoszenia