10,5°C

reklama
reklama
Wojciechowski: Europejskie rolnictwo wpadło w ślepą uliczkę fotolia

Wojciechowski: Europejskie rolnictwo wpadło w ślepą uliczkę

Napisał  Mar 08, 2021

Pogoń za zwiększaniem skali produkcji, dążenie do koncentracji i globalizacji całego sektora rolno-spożywczego doprowadzi za kilkanaście lat do sytuacji, w której rolnictwo będzie domeną jedynie dużych koncernów. Małe gospodarstwa rolne nie będą miały racji bytu – uważa komisarz ds. Rolnictwa i Rybołówstwa Janusz Wojciechowski.

W ciągu ostatnich 10 lat liczba gospodarstw rolnych we wszystkich państwach członkowskich UE spadła z 14 do 10 mln. Zdaniem Wojciechowskiego, jeśli ten trend potrwa dalej, to za kilkanaście lat produkcja rolnicza będzie domeną dużych koncernów rolniczych, a małe i średnie gospodarstwa rolne nie będą miały racji bytu.

Odpowiedzią na to wyzwanie ma być zielony ład, który stał się obecnie jednym z najważniejszych, strategicznych celów Unii Europejskiej na kolejne dekady.

Wojciechowski podczas dialogu obywatelskiego zorganizowanego 4 marca 2021 przez Krajowe Stowarzyszenie Sołtysów postawił kilka tez, z którymi warto się zapoznać i je przedyskutować.

Do postawionych przez komisarza Wojciechowskiego tez odniósł się również Andrzej Przepióra z
Wielkopolskiej Izby Rolniczej, mianowicie:

1. Po pierwsze, komisarz nie widzi potrzeby produkcji na rynki eksportowe. Szczególnie dotyczyć ma to Polski, która posiada bardzo duży rynek wewnętrzny, będący w stanie wchłonąć całą naszą produkcję krajową.

– Moim zdaniem to bardzo odważna teza – mówi Andrzej Przepióra. – Nie oceniając, czy to dobrze, czy źle, polskie rolnictwo stoi eksportem. Dynamika wzrostu eksportu w 2020 r. przewyższała tempo wzrostu importu, w rezultacie dodatnie saldo wymiany handlowej zwiększyło się w porównaniu z 2019 r. o 11,4%, osiągając 11,7 mld EUR.

Jesteśmy największym producentem i eksporterem drobiu w UE czy soku jabłkowego. Eksportujemy duże nadwyżki mleka i jego przetworów, wołowiny czy też warzyw i owoców. Ten eksport nie bierze się znikąd. To efekt pracy i inwestycji poczynionych właśnie przez gospodarstwa rodzinne w Polsce oraz efekt rozwoju przemysłu przetwórczego, w dużej części krajowego. Te gospodarstwa i firmy rozwijały się poprzez dotacje i zaciągnięte kredyty. Teraz słyszą, że mają zmniejszyć produkcję, ograniczyć się wyłącznie do rynku krajowego i produktów wysokiej jakości lub wręcz ekologicznych.

Zdaniem Andrzeja Przepióry z WIR, scenariusz ograniczania działalności eksportowej jest dosyć łatwy do przewidzenia. W pierwszym etapie nadwyżki produkcyjne trafią na rynek krajowy, obniżając drastycznie ceny skupu. Przeżyliśmy to w 2020 r. w pierwszej fazie pandemii. Lockdown gastronomii, logistyki, zamknięte granice spowodowały rekordowo niskie ceny skupu drobiu, trzody chlewnej i żywca wołowego. W drugiej fazie niechybnie nastąpi spadek produkcji i kłopoty z płynnością gospodarstw rolnych i zakładów przetwórczych. Ten proces już się zaczął na rynku trzody chlewnej, gdzie do skupu zaczęły trafiać maciory.

Zdecydowanie należy zgodzić się z komisarzem, że rynek krajowy powinien być priorytetem. Szczególnie dotyczy to produkcji żywca wołowego, który aż w 80% trafia na eksport. Producenci i przetwórcy nie dbają o rynek krajowy, a na rynkach zagranicznych narażają się na globalną konkurencję i wahania cen. Jako Wielkopolska Izba Rolnicza, trochę inaczej postrzegamy wyzwania związane z eksportem. Zwracamy uwagę na słabą pozycję Polski na rynkach eksportowych. Polskie marki nie są raczej znane zagranicą, a obrotem polską żywnością zajmują się zagraniczni pośrednicy.

– Musimy również zwrócić uwagę na nadmierny i drogi import środków produkcji – dodaje Przepióra. – W ubiegłym roku Polska była największym importerem warchlaków z Danii. W ramach konsultacji Krajowego Planu Strategicznego zwróciliśmy uwagę na kompletny brak instrumentów finansowych, które wzmocniłyby krajową produkcję wysokiej jakości materiału hodowlanego. Naszym zdaniem koncepcja przedstawiona przez komisarza, w pierwszej kolejności uderzy w rozwijające się średnie i większe gospodarstwa rodzinne, które produkują surowce rolne. Po prostu przestaną one obsługiwać kredyty i będą bankrutować.

2. Druga teza, wynikająca trochę z tej pierwszej, to ocena komisarza co do gotowości polskiego konsumenta do zakupu i płacenia za żywność wysokiej jakości, w tym ekologicznej.

– Warto tu pokazać przepaść, jaka dzieli Polskę z wydatkami na żywność ekologiczną w wysokości 4 euro/osobę i lidera w tym zakresie, czyli Danię z wydatkami na poziomie 344 euro. Dania jest też liderem wśród państw członkowskich pod względem PKB na mieszkańca, a Polska, mimo postępu, plasuje się pod koniec tej tabeli – mówi Andrzej Przepióra. – Pod uwagę trzeba wziąć jeszcze świadomość konsumentów i ich preferencje.

W dużych aglomeracjach jest już widoczny trend poszukiwania żywności ekologicznej, są targowiska lokalne, które oferują taką żywność, powstają sieci detaliczne wyspecjalizowane w jej sprzedaży. Można przyjąć, że trend wzrostowy na tym rynku w Polsce utrzyma się wraz ze wzrostem dochodów i świadomości konsumentów. Natomiast ten rynek będzie pozostawał w Polsce rynkiem niszowym. Większość polskich konsumentów kupuje dzisiaj żywność w sieciach detalicznych i to tych dyskontowych. Te sieci zaczynają wprowadzać produkty ekologiczne i to jest być może duża szansa dla produkcji takiej żywności.

Niestety gorzej sytuacja wygląda w zakresie podaży takiej żywności w Polsce. Największą powierzchnią upraw ekologicznych może pochwalić się Hiszpania (2,4 mln ha), Francja (2,2 mln ha) i Włochy (2 mln ha). Polska w tym zestawieniu zajmuje 9 miejsce. W 10 krajach minimum 10% użytków rolnych to użytki zarządzane ekologicznie. Liderem jest Lichtenstein (41%), następnie Austria (26,1%) i Estonia (22,3%). Liczba ekologicznych producentów wynosiła w 2019 roku 430 794, co jest wzrostem o 2,8% w stosunku do roku poprzedniego, natomiast liczba ekologicznych przetwórców wzrosła o 5,9% i wynosiła 81 719 przetwórców.

Komisarz Wojciechowski zapowiedział stworzenie systemu zachęt dla rolników, którzy będą rozwijali produkcję ekologiczną. Jest to również widoczne w projekcie Krajowego Planu Strategicznego. Wojciechowski podkreślił, że Komisja Europejska postawiła sobie bardzo ambitny cel osiągnięcia 25% powierzchni pod uprawami ekologicznymi. W przypadku Polski przewiduje on, że poziom ten wyniesie 12%.

3. W nawiązaniu do produkcji żywności ekologicznej oraz produkcji żywności wysokiej jakości, Janusz Wojciechowski zwrócił uwagę na wzrost znaczenia sprzedaży lokalnej. Zauważył, że średnio statystycznie, produkt przemierza dzisiaj około 180 km zanim dotrze do nabywcy. Ten transport generuje duże emisje gazów cieplarnianych, stąd pomysł jego ograniczenia poprzez sprzedawanie wytwarzanych lokalnie produktów.

Ten pomysł jest również bardzo widoczny w projekcie Krajowego Planu Strategicznego. Znajdzie się tam sporo działań i środków dla rolników podejmujących się sprzedaży bezpośredniej czy też rolniczego handlu detalicznego i lokalnego przetwórstwa. Izby rolnicze pozytywnie oceniają ten kierunek wsparcia, niemniej jednak taka organizacja rynku pozostanie w cieniu „dużej sieciowej dystrybucji”.

Konsumenci w krajach unijnych, w tym w Polsce, kupują produkty spożywcze głównie w sieciach detalicznych. Pod potrzeby sieci, zmianom w kierunku koncentracji podlega przetwórstwo rolno-spożywcze. Mówi się wręcz o dyktacie sieci detalicznych na rynku. Zdaniem Andrzeja Przepióry z Wielkopolskiej Izby Rolniczej, należy rolników wyposażyć w lepsze instrumenty pozwalające na przygotowanie atrakcyjnej i konkurencyjnej oferty dla sieci detalicznych, tym bardziej, że te naciskane przez konsumentów będą szukać lokalnych dostawców.

– Klucz do sukcesu leży w dobrze zorganizowanych grupach producenckich – uważa Przepióra. – Tak działają rolnicy w pozostałych krajach członkowskich. Niestety polskie doświadczenia w tym zakresie są w większości przypadków złe. Niewiele jest skutecznie działających grup. A, te które są, nie współpracują z sobą. Jeśli wspólnie nie zaczniemy zmieniać tej sytuacji, to zdolność negocjacyjna samego rolnika pozostanie ciągle niewielka i żadne pieniądze unijne tego nie zmienią.

4. Konieczność zróżnicowania wymagań wobec poszczególnych państw członkowskich w zakresie redukcji zużycia nawozów, środków ochrony roślin, antybiotyków czy gazów cieplarnianych.

Komisarz przytoczył dane Eurostatu, z których wynika, że średnia emisja gazów cieplarnianych z rolnictwa w UE wynosi 2,4 t/ha, w Polsce są to 2,2 t/ha, w Belgii 7 t/ha, a w Niderlandach 10 t/ha. Obsada bydła w Polsce wynosi 43 szt/100 ha, a w Niderlandach 206 szt/ha. Wydaje się zatem, że to nie polskie rolnictwo powinno się znacząco zmieniać w pierwszej kolejności. Czy rzeczywiście tak będzie, okaże się to po fazie negocjacji przez Państwa Członkowskie Krajowych Planów Strategicznych.

Drugi projekt Krajowego Planu Strategicznego, uzupełniony o stawki dopłat, ma ukazać się na przełomie kwietnia i maja. Pozwoli on wówczas odpowiedzieć na pytanie, czy nowy Zielony Ład „uratuje” małe i średnie gospodarstwa rolne w Polsce i Unii Europejskiej.

(rpf) jp / Źródło: WIR

Udostępnij:

Skomentuj

reklama
reklama